Trasa

Oj tutaj się działo, oj działo 🙂

Biorąc pod uwagę, że jedzie 9 chłopa to pogodzić wszystkich lekko nie było.

Pomysłów był ogrom, ale nie oszukujmy się, mamy określoną ilość dni i prom powrotny zarezerwowany na konkretną godzinę, więc tutaj trzeba do tematu podejść poważnie.

Niestety, niejednokrotnie musieliśmy pójść na kompromisy, bądź po prostu z jakiegoś miasta zrezygnować, trudno, życie! 🙂

Chcieliśmy zaliczyć przełęcz Tizi’n’Test – drogę która należy do najbardziej krętych, najpiękniejszych i najniebezpieczniejszych dróg przez góry Atlas, ale logika wzięła górę. Serpentyny i winkle to super sprawa, jednak jakość tej drogi może dawać wiele do życzenia, inna sprawa, nie mamy pojęcia jak rozlokowane są tam stacje benzynowe, a do tego dochodzą względy pogodowe (będąc na wysokości 2100 m n.p.m. może być „śnieżnie”) więc niestety, może kiedyś indziej nam się to uda 🙂

Kwestia noclegów też była ciekawa i w zasadzie została kwestią otwartą. Ja osobiście jestem zwolennikiem spania „na dziko”, zważywszy że się zaszczepiłem 🙂 . Chcę po prostu czuć Maroko i tak, wiem, że w nocy temperatura drastycznie spada, spokojnie, mimo tego to mnie nie zniechęca, a wiem, że Długi również podziela mój pogląd (czy ja podzielam jego pogląd, na to samo wychodzi) i może się okazać, że reszta również. Jak nie będzie możliwości spania na dziko, to hotele, bądź „kwatery prywatne” i spanie na dachach budynków 🙂 wszystko żeby był klimat!

Trasa wygląda jak poniżej, prezentuje się według mnie zacnie:

Trasa Marokiady

Trasa Marokiady

Sprytny się wziął za coś 😀 i pozbierał przemyślenia wszystkich w jedną całość i rozpisał na dni, w związku z czym prezentuje się to tak:

Piątek: Przyjazd. Idziemy spać  – no może szybki toast, że jesteśmy na miejscu 😉
Sobota: Wypakowanie motocykli z rana, przygotowanie do podróży, zwiedzanie Rabatu. Poświęcamy stolicy Maroka w zasadzie całą sobotę wraz z wieczorem 🙂
Niedziela: wcześnie rano jedziemy do Casablanki ( ok 100 km ) Zwiedzamy a następniei lecimy na Beni Mellal. Przed wyjazdem może jakiś obiadek. Do Beni Mellal jest 237 km + ewentualnie ok 50 jeżeli chcemy spać gdzieś nad samym jeziorem (a chcemy!). Generalnie w tamtym regionie szukamy noclegu.
Poniedziałek: Jedziemy do Marrakechu przez góry. 200-250 km. Jesteśmy wcześnie w Marrakechu. Zwiedzamy bo jest co! Dżem El-Fna, cała medyna. Jako że miasto należy poznać, zostajemy tu też na nocleg 🙂
Wtorek: Ruszamy w góry czyli Tizi 'n’ Thickla. Z Marrakechu do Warzazat jest ok 200 km. Trochę nam zejdzie bo mamy krętą przełęcz. Po drodzę zaliczamy Ajt Bin Haddu gdzie jest ufortyfikowana osada. Warzazat jes nad jeziorem. Możemy tam szukać noclegu albo jecha dalej na Msenir i najpopularniejsze serpentyny Maroka. Daje nam to ok 370 km i śpimy w górach. Wszystko zależy od warunków. Jak nie damy rady to zatrzymamy się wcześniej. Ponownie wchodzi w grę spanie „na dziko” 🙂
Środa: Jedziemy do Merzouga czyli pod Saharę. Ponad 300 km do przejechania. W Merzouga szukamy hotelu, zostawiamy motocykle i idziemy spać do jakieś oazy albo gdziekolwiek – na dziko!
Czwartek: Jedziemy do Fezu szukać noclegu. Trasa 400 km przez góry i kurorty narciarskie Ostatnia konkretna trasa.
Piątek: Zwiedzamy Fez i lecimy do Meknes zaliczając Volubilis. Ok 100 km. Śpimy w Meknes.
Sobota: siedzimy w Meknes, a późnym popołudniem lecimy do Rabatu pakować się do powrotu.
Niedziela wiadomo, kościółek, modlitwa i takie tam 😉

Razem ~2000 km – oczywiście orientacyjnie, jak dorwiemy fajne winkle to może być „troszkę” więcej 🙂

Dodaj komentarz