Plan był taki, że z samego ranka ruszamy do Casablanki a później do Beni Melall, jednak rano zostało to mocno zweryfikowane przez pogodę. Jak tylko otworzyliśmy oczy, to zobaczyliśmy mokre drogi oraz deszcz – niezbyt fajnie. Człowiek pierwszy raz w życiu jedzie do Afryki, sprawdza pogodę przed wyjazdem dzień w dzień i jest zawsze słonecznie, a tutaj na miejscu jak na złość pada. Nieprawdopodobne a jednak 🙂
Mimo wszystko ruszyliśmy w drogę, nie ma na co czekać i plan jest do wykonania więc nie ma możliwości odwrotu! Więc wypakowywanie busów w deszczu i błocie, bo taki parking mieliśmy.

Następnie szybkie pakowanie, wymeldowanie i ruszamy. Po wyjechaniu na ulice nie da się ukryć, że zwracaliśmy uwagę na siebie. Rzadko kiedy można tutaj zobaczyć kolumnę 10 motocykli sportowych i to jeszcze z Polski 🙂
Po wyjechaniu szybkie tankowanie, jako że motocykle były na rezerwie aby obniżyć masę podczas transportu i heja … w deszczu.
Po przejechaniu około około 80km w deszczu, decydujemy że odpuszczamy Casablance, gdzie również pada i kierujemy się bezpośrednio na Beni Melall z założeniem, że tam nie będzie padać.
Droga na którą odbiliśmy była kosmiczna, dziury wielkości telewizorów (nie LCD, tych starych, kineskopowych), do tego deszcz i błoto.
Szybki postój na weryfikację planów i lecimy dalej.

W pewnym momencie przestało padać i zrobiło się nawet przyjemnie, co w zasadzie wszystkich ucieszyło. W trakcie trasy pojawił się głód, więc standardowo zatrzymujemy się na szamę. Oczywiście nie gdzie indziej ale przy jakiś przydrożnych straganach z jedzeniem 🙂

Wybraliśmy zwierzaka którego chcemy zjeść, po czym zaczęto go nam przygotowywać. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że kosztuje 70 MAD za 1kg mięcha, więc całkiem fajnie.

Wybranego zwierzaka wrzucono na ruszt i upieczono go nam.

Do tego otrzymaliśmy ichniejszą herbatkę oraz warzywa w postaci cebuli i pomidora.

Po zjedzeniu okazuje się, że cenowo nas trochę zrobiono na szaro, bo jak się okazało 70 MAD za 1 kg mięsa gdzie zamówiliśmy 5 kg co daje 350 MAD, a rachunek opiewał na 700 MAD, czyli za herbatke warzywka i chlebek skasowano nas kolejne 35 MAD, trudno, jest się turystą to się za to płaci 🙂
Ruszamy dalej, jako że nie ma na co czekać! Robi się późno a co za tym idzie chłodno. Docieramy w końcu do Beni Malall i tutaj też znajdujemy hotel (za 200 MAD bez śniadania). Fakt faktem nie jest to szczyt luksusu, ale jest.

Rano okazuje się że trafiliśmy w dziesiątkę z noclegiem i dopiero jak świta to zaczynamy doceniać.

A to jest raptem namiastka tych widoków 🙂
