Ouarzazate i Merzouga

Ruszyliśmy z Marakeszu, jak zawsze z „lekkim” poślizgiem 🙂 w kierunku Ouarzazate. Standardowo przez góry więc widoki piękne. Jest to przełęćż Tizi 'n’ Thickla, której drogi wiją się na wysokości ponad 2000 m n.p.m.

image

Następny postój na odpoczynek prawie na szczycie i tam niestety okazuje się, że Woki ma przebitą oponę – jakiś dziwny zszywasz. Więc standardowo szybki pit stop i naprawa ukończona sukcesem.
image

Docieramy do osady, gdzie kręcono podobno Gladadiatora, wstęp płatny więc jedynie strzelamy sobie zdjęcia z oddali
image

Docieramy do Ouarzazate późnym wieczorem, więc na szybko szukamy hotelu. Standard tutaj ewidentnie jest niski ale co zrobić, wybieramy najtańszy po czym wcześniej jeszcze wchodzimy do przydrożnej restauracji coś zjeść – tadzin lokalny. Jak się okazuje mieliśmy niefart, jako że zamiast mięsa każdy z nas miał większość kości, trudno, co zrobić. Ważne że coś ciepłego było 🙂
Docieramy to ugranego wcześniej hotelu. Standard jak wspomniałem dość niski, ale to w zasadzie nikomu nie przeszkadza, chcemy tylko się przespać. Bierzemy pokoje na mniejszą liczbę osób i część z nas śpi na podłodze na karimatach jako że z tym nie ma problemu.
image

Na miasto w zasadzie nie ma co wychodzić, jako że jesteśmy na uboczu. Więc każdy idzie spać.
Rano ruszamy w kierunku Merzougi, ponownie miało być wcześnie rano a wyszło jak zawsze, coś w okolicach 9 czy 10 nawet, trudno 🙂
Ja z Mokrym ruszamy jako pierwsi bo chcemy jeszcze przejechać przez miasto. Warto było gdyż docieramy na szczyt miasta, super widoki, praktycznie jak z bajki. Niestety nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia, trudno. Uruchamiamy nawigację i lecimy na Merzougę przez punkt zbiorczy – serpentyny niedaleko Boumalne Dades.
Przed wjazdem na serpentyny zatrzymujemy się na śniadanie, jako że w hotelu nie było. Ponownie odmiana tadzina, do wyboru z jajkiem albo z mięsem, więc każdy bierze to na co ma ochotę. Ugadaliśmy cenę 50 MAD za porcję z soczkiem pomarańczowym. Jedzenie bardzo dobrze, lokalizacja również.
image

Tankujemy się i rozdzielamy, jako że część jest już zmęczona. My oczywiście uderzamy na serpentyny do doliny Dades. Droga faktycznie dość niebezpieczna, dużo nawrotów 180 stopniowych, dość ciasno i dlatego jest wesoło. Dobijamy się do punktu widokowego gdzie jest podgląd częściowo na drogę którą pokonaliśmy.
image

Tniemy dalej, kolejny postój na największej patelni, zero cienia i sam piach, więc obowiązkowo zdjęcie trzeba trzasnąć 🙂 co też robimy!
image

Dalej ogniem do Merzougi jako że chcemy zdążyć na zachód słońca. Docieramy praktycznie do końca drogi, za Merzougę, ale jako że tam jest trochę kiepsko z widokami to wracamy paręnaście kilometrów i zatrzymujemy się przy piaskowych wydmach. Chcąc mieć jak najlepsze zdjęcia decydujemy się na wjazd jak najbliżej. Jest śmiesznie, bo motocykle sportowe nijak nie są przystosowane do jazdy po piasku, szczególnie pustynnym, który jest bardzo drobny, ale udaje się.
Oczywiście nie bez przygód, Długi się zakopuje tak, że ciężko go ruszyć 🙂 ale tutaj też dajemy radę.
image

Szybkie ustawienie motocykli i sesja zdjęciowa. Warto było jak widać po zdjęciu, na motocyklach sportowych być pod piaskami Sahary – bezcenne.
image

Następnie czas wyruszyć z tych piasków na drogę i jechać szukać noclegu. Okazuje się, że wyjazd jest dużo cięższy niż sam wjazd, bo nawet nie wiemy gdzie jechać, więc jest śmiesznie. Każdy z nas wyjazdem zmęczył się bardziej niż całą trasą :).
Część ekipy co się oddzieliła znalazła już nocleg, gdzie i my się kierujemy. Nocleg na piaskach w kosmicznym hotelu w zasadzie 🙂 Za spanie na piachu 50 MAD, za pokój jakoś 70 MAD. Większość zdecydowanie bierze nocleg na piachu gdzie rozbijamy swoje namioty, bo warto, jesteśmy na piaskach Sahary więc według mnie jest to obowiązek. Namioty dlatego że w nocy może wiać i być zimno.
Na miejscu się też okazuję, że Sprytny uszkodził sobie felgę (sierota, ale w trakcie jazdy przy tym strzale miał śmierć w wenecji) ale da się jechać, więc nie ma źle, później się wyklepie dokładnie, teraz jest częściowo zrobione za pomocą standardowego zestawu naprawczego
image

Po rozbiciu namiotów uderzamy do hotelu do restauracji żeby coś zjeść. Zamawiamy jakiś ich lokalny przysmak z jajkami sadzonymi, ponownie jest dobrze 🙂
image

Na wieczór ugadujemy się, żeby zrobić ognisko. Początkowo cena 200 MAD jednak w końcu staje na 100 MAD, oczywiście przy ichniejszym założeniu, że będą mogli się z nami napić naszych „przysmaków”. Myśleliśmy, że będzie jedna osoba, ta która rozpali ognisko, okazuje się, że jest ich 5, no ale trudno, umowa to umowa, więc zasiadamy, rozmawiamy i jest ubaw przedni.
image

Późnym wieczorem pakujemy się do namiotu, luksusu nie ma, ale i tak jest przednio, gwieździste niebo i cisza jak makiem zasiał 🙂
image

Słońce świta, poranek, wstaję jako pierwszy, gdyż szkoda dnia, trzeba Wam pokazać jak zacnie mieszkamy i jak wygląda dziedziniec hotelu.
image

image

image

Następny cel to Fes i Meknes!

Comments are closed.