Z rana jak zobaczyliśmy widoki to każdemu szczęka opadła w zasadzie 🙂 i nie ma co się dziwić, bo jak widać było w poprzednim poście góry powalały.
Szybkie sniadanie i ogarnięcie motocykli, dogadaliśmy się że możemy sprzęty wymyć bo po wcześniejszej jeździe w deszczu wyglądały jak motocykle pustynne. Pakowanie, ustalenie trasy i w drogę.
Z rana ruszyliśmy troche z powrotem, aby zobaczyć krajobrazy, które nas ominęły gdyż wcześniej jechaliśmy nocą i szczerze warto było. Popatrzcie sami.

Pogoda była idealna, temperatura około 20 stopni celcjusza, asfalt kleił jak dziki i piękne drogi. Na poboczach kamienie i głazy, czasem las.
Następny postój był wymuszony przez awarię jednego motocykla. Zapomniałem dodać, że w sobotę jak byliśmy w Rabacie, dołączyła do nas ekipa z Niemiec – 3 kolegów z 3 motocyklami. Awaria dotknęła jednego z nich, Adama na Fireblade SC59. Dziura w chłodnicy spowodowała wyciek całego płynu chłodniczego. Dziura spowodowana uderzeniem kamienia przy przejeździe przez drogi. Całe szczęscie byliśmy w jakimś mieście więc zaczęliśmy to szybko ogarniać. Znaleziony sklep motocyklowy i specyfik do łatania więc PIT stop zaliczony. Nawet był sklep motoryzacyjny 🙂 w tle już naprawiony motocykl.

Korzystając z chwili wolnego czasu dorwały nas chłopaczki co czyszczą buty. Niektórzy z nas skusili się na tą ekskluzywną usługę 🙂 cena bez ustalania wcześniej 20 MAD, przy ustaleniu 5 MAD 🙂 więc naprawdę warto dogadywać się co do ceny na samym początku hehe 🙂
Na szybko ogarnęliśmy sobie też jedzenie. Coś ala kebab w bułce, mięso (nikt do końca nie miał pojęcia jakie) z warzywami oraz jajkiem i sosem. Smakowo naprawdę dobre, jednak sanepid tutaj by nie wyrobił z kontrolami i mandatami 😀
Po posileniu się lecimy w dalszą trasę jako że szkoda takiej pogody.
I tutaj niestety niemiły incydent, jeden z kolegów co do nas dołączyli przestrzelił zakręt. Ja akurat jechałem prawie za nim, widok bardzo nieciekawy, jako że jak wspomniałem, tutaj na poboczach królują kamienie i głazy wielkości pralek.
Szybkie telefony po pogotowie i policje.
Marcin na szczęscie wyszedł z tego prawie cało. Początkowo myśleliśmy że ma zwichnięty nadgarstek.
Najpierw zjawił się ambulans który zabrał kolegę do szpitala, bardzo mili sanitariusze. Za ambulansem pojechało 2 kolegów z Niemiec, żeby wiedziec gdzie jest szpital i co z nim dalej będzie.
Reszta została na miejscu w oczekiwaniu na policję, która również szybko się pojawiła. Było chyba z 5 funkcjonariuszy. Ogólnie bardzo mili ludzie. Porobili zdjęcia oraz pomiary drogi hamowania, motocykla itp. Poinformowaliśmy ich, że mamy niedaleko busa który przyjedzie po motocykl, więc postanowili z nami poczekać.
W tym czasie nagle z chaty 40 metrów dalej pojawił się tubylec z tacą na której była herbata i orzechy – naprawdę, ludzie są tutaj bardzo mili, zostaliśmy poczęstowami i rozmawialiśmy sobie.
W międzyczasie jak czekaliśmy na busa to cały czas rozmawialiśmy sobie z policjantami. Okazało się że KAŻDY z nich jeździ na motocyklu, więc praktycznie nasi bracia 😀
Po przyjechaniu busa, jeden z nich nawet pomógł go nam pakować mimo że nie musiał bo mieliśmy cały skład, ale jak widać, dla nich to nie problem. Blokowali dla nas też specjalnie drogę aby móc tą czynność wykonać bezpiecznie.
W międzyczasie wróciło dwóch kumpli ze szpitala z wieściami – Marcin oczekuje na specjalistę aby zobaczyli na prześwietleniu co jest grane.
Po zrzuceniu motocykla na busa i ustaleniach co dalej robimy lecimy dalej – Tomek busem pojechał do szpitala jakby mieli Marcina wypuścić.
Tutaj już była lekko zmodyfikowana trasa – gdyż zdecydowaliśmy, że jedzeniy zobaczyć wodospad – jeden z większych w Maroku i jak widzicie WARTO BYŁO.
Oczywiścię jak dojechaliśmy to było masę naganiaczy, każdy oferował nocleg i swoje usługi, my wybraliśmy typa który najracjonalnie wyglądał i mówił w miarę po angielsku.
Nocleg normalny, ale nikt z nas nie oczekuje luksusów, cena 100 MAD od głowy więc super sprawa.
W trakcie dostajemy telefon od Tomka (ten co pojchał busem po Marcina do szpitala), że chłopak ma złamanie w nadgarstku z przemieszczeniem, więc dość nieciekawo, ale mają go naprawić. Jak się później okazuje zoperowali mu ręke, jedynie ma się zgłosić do spzitala kolejnego na wymianę opatrunku.
Po szybkim zrzuceniu bagaży na pokoje ruszamy na wodospady. Trasa kręta górska ale jakakolwiek by nie była to WARTO.
Na dole obrazki jak z gier, porzucone łódki itp, niesamowite odczucie 🙂
Po zejściu na sam dół czekała nas podróż na samą górę. Jak się dowiedzieliśmy, mieliśmy do pokonania 700 schodów, wysiłek dość ciekawy po trasie na motocyklu, ale daliśmy radę. W międzyczasie zapadł zmrok więc mogliśmy widzieć wodospad w nocy. Latarnie oraz specjalne lampy podkreślały jego piękno, co tutaj dużo mówić, piękne jak cholera.
Powrót do hotelu, prysznic i kolacja. Wcześniej ugadaliśmy się z chłopem, że zjemy kolacje u nich, za 60 MAD od głowy dostaniemy Tadzin (czy jakoś tak) czyli mięcho z warzywami. Dostaliśmy dwa „garnki” tego specyfiku, jeden z kurczakiem, drógi z wołowiną (teoretycznie). Każdemu smakowało, było to mięcho w warzywach i ziemniakach, naprawdę dobre, polecam.
Po takiej kolacji jeszcze ploty i podsumowanie dnia i spanie. Rano ruszamy na Marakesz! Będzie się działo!
Z rana jako że jest tutaj internet piszę sobie, niebo błękitne, reszta ekipy śpi 😀 a motocykle jedynie czekają 😀
Dodatkowo z nienacka odkrywam, że mamy BASEN w hotelu, to są jaja! hehe 🙂 żeby było śmieszniej, jak widać BHP u nich jest na wysokim poziomie … słup energetyczny zaraz obok basenu i kable wysokiego napięcia które lecą centralnie nad basenem 🙂 chyba lubią duże fajerwerki hehe
Z ciekawostek, urzekł mnie śmietnik w ubikacji … serduszko, jak słoooodko 🙂
Stay tuned! 😉
