Azrou

Pobudka wcześnie rano, jak zawsze, pierwszy stoję na nogach 🙂 chyba już w zasadzie przywykłem!Robię obchód żeby raz jeszcze zapisać w pamięci to niezwykłe miejsce, dziedziniec Hotelu jaki jest obok również idealnie pasuje do krajobrazu.

IMAG0622
Jako że spaliśmy pod namiotami, nie mieliśmy śniadania, więc to był idealny moment aby skorzystać z naszych wojskowych racji żywnościowych, w końcu! 🙂
Długo nie myśląc, siadamy przy krzaku aby mieć trochę cienia i zaczynamy „gotować” ze Sprytnym i Mokrym.
IMAG0632
Racja żywnościowa miała 3 posiłki, na śniadanie, obiad i kolację, zawierała również podgrzewacze oraz odpowiedni stojaczek aby postawić podgrzewaną puszkę, więc idziemy w tym kierunku. Wszystko fajnie, ale człowiek z rana niezbyt jest jeszcze kumaty i nie myśli racjonalnie, a co za tym idzie, ja podgrzewam puszkę zamkniętą, myśląc że to przyśpieszy proces grzania oraz podgrzeje równomiernie całą potrawę. Po wypaleniu się podgrzewacza czas otworzyć puszkę i zacząć biesiadę. Jednak tak jak wspomniałem, myślenie nie boli, jednak w tym przypadku go zabrakło. Podgrzewając zamkniętą puszkę i doprowadzając ją do wrzenia, w środku wytworzyło się podciśnienie 🙂 dalej chyba się już domyślacie? No właśnie 🙂 otwierając wieczko, puszka eksplodowała mi w rękach, dosłownie 🙂 rozrzucając w średnicy 2 metrów swoją zawartość, włącznie z bluzą i twarzą Sprytnego jak i moją lewą ręką. Na moje nieszczęście, na lewą rękę poszła większość potrawy, wrzącej w zasadzie. Po chwili poczułem ból, niebyt fajne uczucie. Koniec końców zjadłem sobie suchary (zdecydowanie bezpieczniejsza opcja w moim przypadku jak się okazuje) a ręka była poparzona dość mocno, trudno, zdarza się, ale już czułem to 'fajne’ uczucie jak będę ubierał kombinezon i rękawice przy 25 stopniach na poparzoną rękę 🙂

Po posiłku szybkie ogarnięcie, ci co wyrobili się wcześniej, wyjechali już, my bez pośpiechu na spokojnie 🙂 prysznic pakowanie i siadamy na moto jako że znowu trzeba resztę gonić. Chłopaki jeszcze się pokusili o sesję Fireblade, ja byłem jako rodzynek na Giksie więc zostałem brutalnie usunięty z kadru 🙂
Ruszamy, przed nami do pokonania pasmo gór Atlas. O ten etap wyprawy w zasadzie obawiałem się od samego początku, gdyż ponownie przekraczamy góry, jednak w tych rejonach jest dużo większe prawdopodobieństwo wystąpienia śniegu (występują tu nawet kurorty narciarskie podobno). Plan mamy taki, żeby przekroczyć góry przed zmierzchem. Niestety nie udaje się i w górach lądujemy podczas zmroku. Brak zdjęć z tego odcinka niestety, jako że zależało nam aby jak najszybciej ten etap pokonać. Śnieg był, ale na szczęście poza drogą, jednak to powodowało jak się domyślacie mało korzystne temperatury do jazdy, co w połączeniu ze zmrokiem dawało naprawdę w kość.
Udało się, wszyscy przejechaliśmy i spotykamy się na pierwszej stacji benzynowej po zjechaniu z gór – oczywiście wszyscy przemarznięci i zmęczeni. W mieścinie tej Azrou szukamy szybko noclegu, który znajdujemy bez problemu, kwota za nocleg od osoby to około 50 MAD więc jest tanio. Motocykle lądują w pomieszczeniu zamykanym na klucz.

Wieczorowa pora, więc i kolacje by wypadało zjeść. Ruszamy z chłopakami do centrum, które jest zaraz obok. Azrou to jest małe miasteczko u stóp gór Atlas Niski, bardzo sympatyczne. Przydrożny bar znajdujemy bez problemu więc tam posilamy się.
IMAG0642
Szybkie zakupy na noc jeszcze 🙂 i idziemy spać, dnia następnego czeka nas trasa powrotna do Rabatu, wiec ostatni etap naszej wyprawy!
Niestety z tego odcinka mało zdjęć, bo tak jak wspomniałem, był to jeden z dłuższych etapów, które chcieliśmy jak najszybciej pokonać, więc mało postojów na zdjęcia, niestety 🙁

Comments are closed.