Siedzieliśmy kiedyś z Długim, rozmowa się nie kleiła, oczy skierowane za okno i wewnętrzna rozpacz, że pogody już nie ma.
Zaczęliśmy debatować, jak to fajnie jest w krajach, gdzie śniegu nie ma, a najniższa temperatura przez cały rok to 15 stopni.
Po dłuższej rozmowie, nagle wpadła nam do głowy złota myśl: „to czemu nas w takim kraju nie ma?!”. W ten niespodziewany sposób zrodziła się idea wyprawy do Maroka 😀 .
Podczas któregoś bankietu u mnie … e nie oszukujmy się, do bankietu to daleko jeszcze było 🙂 po prostu podczas jednej z mocno zakrapianych imprez pomysł poszedł w eter i ku naszemu zaskoczeniu, zainteresowanie zrobiło się dość spore.
Dodatkowo zainteresowanych było też dwóch znajomych (Tytus, Woki), którzy 5 lat temu trzepnęli trasę do Maroka na motocyklach, ruszając z Polski (zrobili jakieś 10k km … szacun!).
W naszym przypadku to nie wchodziło w grę, jako że ustanowiliśmy, że ruszamy W ZIMIE.
Czemu? Bo w lecie na moto latać można w Polsce, a w zimie? W Maroko! 😀 to znaczy mamy taką nadzieje 😉
Więc pomysł przewodni, wrzucamy motocykle do busów (dzięki Długi, że zgodziłeś się je nam wypożyczyć!) i jedziemy do Maroka!
Po skompletowaniu chętnych, dobraliśmy termin który dla wszystkich był odpowiedni.
W zasadzie w tamtym momencie jeszcze do tego podchodziliśmy na luzie, możliwe że sami jeszcze nie dowierzaliśmy co mamy w planie zrobić 🙂
